Cud melatoniny?
Kajak pneumatyczny na morzu!

Kontynuacja tematów zainspirowanych przez książkę
CUD  MELATONINY
Tytuł oryginału  THE MELATONIN MIRACLE
Autorzy: Walter Pierpaoli William Regelson Carol Colman

 Motto: Niemożliwe dzisiaj, może być możliwym już jutro! 

 

Kontynuuję tematy „Cud melatoniny. Kajak pneumatyczny na morzu” z domeny „anonimus.com.pl”. Adresy wybranych stron / plików z tej domeny:

---------------------------------------------------------------------------------------------
cmk   cmkcd  
Miracle   Adriatyk   Chorwacja  Frazy2
---------------------------------------------------------------------------------------------

Możliwość skutecznej walki z niedołęstwem „kalendarzowej” starości jest moim drugim w kolejności (po ekonomice i zarządzaniu)  a pierwszym aktualnie hobby. Pod kątem utrzymania i przywracania kondycji fizycznej „z dawnych lat” udaje mi się to całkiem dobrze, w kajakarstwie niemal rewelacyjnie. Dużo gorzej idzie mi z przywracaniem szybkości, zręczności, skoczności itp., a najgorzej z wyglądem zewnętrznym. Od około pięciu lat on się w ogóle nie zmienia, a jedynie od dwóch lat siwizna nieco ustępuje na rzecz włosów blond, które miałem w młodości. Jestem rocznik 1935, czyli kalendarzowo stuknęło mi 77 lat, a biologicznie...?  Ze zdrowiem też byłoby wręcz bardzo dobrze, gdyby nie pogarszający się wzrok. Po prostu „od zawsze” byłem krótkowidzem, lata intensywnej pracy przy komputerze robią swoje, a szczególnie ostatni rok, gdy „bez umiaru” szperałem w Internecie w poszukiwaniu informacji.     

Wracając jeszcze do stanu zdrowia. Cóż mogę napisać? Mówiąc w skrócie, po straszliwie słabowitym i chorowitym dzieciństwie, z rokowaniami „jeszcze najwyżej dwa – trzy lata życia”, po kilku latach zostałem lekkoatletą. Miernym bo miernym ale zawsze. Na szczeblu Polski powiatowej odniosłem nawet niewielkie sukcesy, znacznie więcej porażek i zrezygnowałem po kilku latach z marzeń o rekordach, wracając do rekreacji, od której moja przygoda ze sportem się rozpoczęła. Może to i dobrze. Przynajmniej w młodości „nie wypaliłem” organizmu ekstremalnym treningiem i bezustannym stresem. Teraz bardzo mi się to przydaje. Gdybym tak jeszcze mógł cofnąć w stu procentach skutki przeżytych chorób, niedożywienia w okresie okupacji i w pierwszych latach po wojnie oraz skutki swojego dość niefrasobliwego podejścia do własnego zdrowia, które nawet i teraz mi się zdarza? Niestety!

Jeszcze coś, optymistycznie. Aż mnie rozbawiło, gdy w 2002 roku przechodząc na emeryturę część okresów zatrudnienia dokumentowałem wpisami do książeczki ubezpieczeniowej. Po prostu w tej książeczce z okresu czterdziestu lat nie było ani jednego wpisu o zwolnieniach lekarskich, tylko jeden wpis o wizycie u lekarza sprzed kilkunastu lat z adnotacją „porada”, no i kilka adnotacji na specjalnych stronach o obowiązkowych szczepieniach, prześwietleniach itp. I to wszystko po straszliwie chorowitym dzieciństwie z rokowaniami z 1947 roku: „Tym razem jeszcze się udało. Następnego nawrotu już nie przeżyje”. „Panie doktorze, jak długo jeszcze”. „Najwyżej jakieś dwa – trzy lata”.
A za pięć lat ja nie tylko „nie wąchałem kwiatków od spodu”, ale miałem wyniki:

-  800 metrów 2,11,4  (trening),
-  1.000 metrów 2,56,0  (trening),
-  1.500 metrów 4,48,7 (zawody),
-  5.000 metrów 19,18,0  (wygłupianie się w przerwie treningu w trójskoku),
-  12,80 trójskok (trening. Przez cały 1952 rok ta konkurencja ani razu nie była w programie zawodów w moim mieście).

O dalszych losach na ten temat w innym miejscu albo  w ogóle pominę.  

Te kilka powyższych  danych plus bardziej skomplikowane do jednoznacznego przedstawienia wyniki w kajakarstwie ... 
(poza kilometrami, czasem i konkretną trasą trzeba brać pod uwagę warunki, sprzęt itp.). Czyli do rozwinięcia ale nie w tym miejscu.  

Nie oznacza to wcale, że od 1952 r. aż do chwili obecnej w ogóle nie chorowałem. Oznacza jedynie, że unikałem chodzenia do lekarzy, chyba że zupełnie prywatnie.         

Kajaki w turystyce morskiej czy śródlądowej to dla mnie „sama przyjemność” , podobnie jak wędrówki po lasach i górach. Nawet wtedy, gdy czasami porządnie „dostaję w kość”.

Kajak pneumatyczny na morzu

Zamierzam podać łącza do stron fachowo opisujących i uzupełnić swoje dotychczas tylko fragmentaryczne uwagi. Oczywiście nie w tym miejscu.

Stan aktualny

Mam już 77 lat. W formie fizycznej w przybliżeniu jestem takiej jak kilkanaście albo kilkadziesiąt lat temu:
-  kilkanaście wg sprawdzianów lekkoatletycznych,
-  kilkadziesiąt wg sprawdzianów kajakowych.

Ważne uwagi. Kilkanaście lub kilkadziesiąt lat temu też byłem bardzo aktywny fizycznie. Nie jest więc tak, że staruszek, który przez całe życie był niedołęgą fizycznym, po siedemdziesiątce dał się skusić na bieganie / pływanie / wiosłowanie  i po pewnym czasie nagle odkrywa, że biega...  lepiej niż wtedy, gdy miał sześćdziesiąt, pięćdziesiąt a nawet czterdzieści lat. Czyli do oceny eksperymentu z kimkolwiek trzeba najpierw  fachowo ustalić stan wyjściowy. Mam na myśli chociaż wstępne ankiety, jeśli ten temat gerontologów w ogóle interesuje. Lepiej późno niż wcale. 

Oczywiście rozsądne bieganie...  jest bardzo korzystne dla organizmu ale to jeszcze bardzo daleko do hipotetycznego efektu cofania zegara biologicznego. Może nawet uda się dzięki niemu (bieganiu)  znacznie poprawić stan zdrowia i przeżyć kilkanaście lat dłużej,  ale proces starzenia się organizmu będzie biegł nadal i po pewnym czasie znowu z każdym rokiem będziemy coraz słabsi. Gdzie przebiega orientacyjna granica poprawy w wyniku treningu... a rozpoczyna się wpływ innych czynników i na jak długo?

 U siebie podejrzewam, że to już nie jest tylko trening i suplementy diety, ale także wpływ melatoniny. Nie mam natomiast pewności, czy faktycznie działa sama melatonina, czy tylko psychologiczna wiara w melatoninę? Z przyczyn oczywistych wolał bym to pierwsze, ale od początku wolałem i wolę nie przesadzać z marzeniami.  

Wpływ psychiki na stan naszego zdrowia, wyników leczenia, w sporcie itp. jest coraz bardziej doceniany nie tylko w medycynie. Mnie akurat zaczęło się poprawiać prawie dokładnie po tylu latach przyjmowania melatoniny jak sobie wyobraziłem na początku (uważnie analizując opisany przez autorów... eksperyment z myszami. Niestety, brak mi było wskazówek, jak to hipotetycznie odnieść do ludzi).
Co to ma znaczyć? Na jak długo? Same nastawienie  psychologiczne na pewno wzmacnia efekty treningu, ale jak długo i w jakich warunkach?

Aktualnie utrwaliło się we mnie przekonanie. „I tak już dużo zyskałem. Mam realną nadzieję na więcej.  Początek dała melatonina. Teraz tylko zwiększyć jeszcze dawki resveratrolu i dalej robić swoje. Wynikami poszukiwań w Internecie zanadto się nie przejmować. Czy kto wierzy czy nie wierzy, albo w ogóle go to nie interesuje, to już jego sprawa”. Nawiasem mówiąc od nowego roku mocno ograniczyłem poszukiwania... Możliwe, że zrobię to jeszcze radykalniej. Oczy!   

Metody walki ze starością
(przynajmniej w moim wydaniu)

-  w miarę zdrowy tryb życia ale bez przesady,
-  brak nałogów,
-  spora aktywność fizyczna i umysłowa,
-  las, woda, kajak i góry,
-  mądry trening z unikaniem dużych obciążeń,
-  rozsądne wspieranie się suplementami diety, w tym melatoniną i resweratrolem, (resveratrolem, longavitem),
-  w granicach rozsądku wiara w powodzenie.

Jak  doszło do stanu aktualnego  i co dalej z tego wynika sporo już zamarkowałem na stronach cmk, cmkcd i Miracle.  W skrócie. Po prostu przeczytałem książkę Cud melatoniny...  i zafascynowałem się teorią zegara biologicznego w ciągu całego życia, a szczególnie hipotezą  o możliwości jego spowalniania a nawet cofania. Mówiąc dobitnie. Spowalnianie biegu zegara biologicznego...  i jego cofanie to coś daleko większego  niż zwykłe możliwości przedłużania życia a nawet zachowania do późnej starości znacznej sprawności fizycznej i umysłowej. Po prostu usiłujemy oszukać naturę ile naprawdę mamy lat po to tylko, żeby coś tam w naszym mózgu próbowało tak posterować naszym układem immunologicznym, odpowiednio wzmacniając go, jakbyśmy  byli jeszcze dla natury potrzebni, a nie tylko dla samych siebie i ewentualnie swoich najbliższych.

Ja osobiście jestem dość sceptyczny w stosunku do realności masowego oszukania natury. Po  prostu ludzi byłoby za dużo, pracy itd. za mało, siłą rzeczy musiałoby dojść do groźnych konfliktów, a przy obecnym stanie techniki koniec homo sapiens lub co najmniej jego gruntowne przetrzebienie byłoby chyba nieuchronne. Sądzę raczej, że jeśli nawet hipoteza z zegarem biologicznym się potwierdzi, z tym tylko, że nie wystarczy łykać tabletki przez długie lata, ale w dodatku trzeba jeszcze dużo osobistego wysiłku i wyrzeczeń, to wyjdzie tak jak w sporcie wyczynowym: teoretycznie prawie każdy może zostać mistrzem i bardzo wielu o tym marzy, ale gdy przychodzi co do czego, to tylko niewielu ten poziom osiąga.
Mój prywatny eksperyment, a przynajmniej pisanie o nim też są zagrożone: pogarszający się wzrok.      

Wiara w powodzenie

Dla mnie początkiem tej wiary był powrót do zdrowia w sytuacji wydawałoby się beznadziejnej. Trzeba się cofnąć do roku 1947. Byłem wtedy najsłabszym fizycznie i najbardziej chorowitym  uczniem w klasie. Mniejsza o szczegóły. Nauczycielka, najprawdopodobniej z myślą o mnie, zaprezentowała na lekcji wychowawczej książeczkę o „Pajączku”. Jej bohater, chłopiec w moim wieku, swoją słabością i chorowitością niemal idealnie przypominał mnie. Tak też z miejsca „pajączkiem” zostałem w klasie „przezwany”. To tylko, że książkowy bohater, nie mając już nic do stracenia, pod wpływem lasu i odpowiedniego postępowania nie tylko wyzdrowiał ale stał się później bardzo silnym mężczyzną.


Co dalej było ze mną opisałem trochę na stronie cmk i na tej oraz, bardzo fragmentarycznie, na kilku innych.   Niestety, wiara w powodzenie sprawdza mi się tylko w sprawach zapoczątkowanych w 1947 roku. W innych jest „wprost przeciwnie” choć chwilami wygląda to na wręcz nieprawdopodobny zbieg  okoliczności lub wyjątkowy pech. Mniejsza o mnie.   

Strony z domeny powyższej melatonin.com.pl

szersze zamarkowanie lub rozwinięcie wybranych tematów
(aktualnie tylko projekty do merytorycznego opracowania)

Poszukiwania w Internecie
Badania ankietowe
Metody treningu rekreacyjnego
Suplementy diety
Sprawdziany sportowe dla zdrowia nie wyczynu
Testy laboratoryjne
Kajaki, w tym morskie
Aktualne rejsy kajakowe
Aktualny stan eksperymentu
Galerie zdjęć
Cud melatoniny
Anonimusbis

 

Inne strony
( też tylko w sferze projektów)


Uwagi

Muszę przerwać dalsze prace nad tą stroną. Mam nadzieję, że za kilka miesięcy do niej powrócę. Nie uważam za celowe podanie danych kontaktowych. Proszę podchodzić do eksperymentu z dystansem.
Życzę powodzenia.
25 stycznia 2012 r.
Anonimus

-----------------------------------------------------------

Dalszy ciąg

Mój eksperyment nadal ma się dobrze. Nie do końca wprawdzie i nie we wszystkim, ale cóż, liczyłem się z tym i nie jestem specjalnie zaskoczony.

Właściwie na co dzień  to już nie jest żaden eksperyment   tylko rutynowe stosowanie w kółko tego, co mi się sprawdza, czyli  Moich  metod walki ze starością”, wzmiankowanych wyżej. Eksperymentem docelowym pozostaje głównie jak długo jeszcze będzie się sprawdzać i w jakim zakresie, o ile oczywiście mojej „zabawy” w odmłodzenie nie przerwie jakieś wydarzenie losowe.

Eksperymentem byłoby,  gdybym dla idei ustalenia tego, co i w jakim zakresie mi pomaga, np. przez rok przestał przyjmować melatoninę, nie zmieniając nic więcej w swoich metodach walki ze starością, i obserwował skutki. Tylko po co mam ryzykować?

Eksperymentem byłoby też, gdybym nadal łykał wszystkie dotychczasowe piguły, a jedynie przestał się wygłupiać ze swoim kajakarstwem, lasem, górami, bieganiem itd., tylko jak przystało w moim wieku statecznie spędzał czas na kanapie lub w fotelu z pilotem telewizora w ręku. Ale jaki by to był eksperyment?  Wynik  z góry wiadomy.  

Sprawdziany sportowe dla zdrowia jako jeden z mierników stanu naszej kuracji odmładzającej
Przede wszystkim miarą postępu lub pogorszenia są nasze własne czasy w biegach, pływaniu itp. a nie miejsca zajmowane na zawodach lub imprezach masowych. Przyczyny są tak oczywiste, że aż nie wypada nic wyjaśniać poza tym, że nie wolno mylić sportu wyczynowego z rekreacją, w której stosuje się niektóre metody sportowe, np. przy sprawdzaniu formy w odpowiednich konkurencjach sportowych. 

Sprawdzać formę sportową, a przynajmniej jej elementy można także indywidualnie, niekoniecznie na boisku, torze lub siłowni. Publiczność a także inni uczestnicy zajęć nie zawsze też wpływają na nas pozytywnie. To są sprawy indywidualne. Nawet gdy nas nikt nie pogania, pod wpływem ambicji itp.,  zdobywamy się czasem  na wysiłek, który nam po prostu szkodzi, zniechęca...   

Ja w swoich sprawdzianach stosuję metodę „na pół siły”, „na trzy czwarte”, bardzo rzadko „na pełny gaz”. Czy słusznie? Zauważyłem również, że przesada ze sprawdzianami mnie szkodzi. Naturalne wahnięcia formy, choć sprawdzam ją tylko dla siebie, już parokrotnie skłoniły mnie do dość problematycznej  intensyfikacji treningu.  Temat kontrowersyjny, kiedy dla zdrowia,  z myślą o przedłużeniu młodości  czy cofaniu objawów starości  zmuszać się do dużego wysiłku, a kiedy lepiej tak bardziej ulgowo. Nawiązuję w tym miejscu do popularnych w Internecie książek  Bądź młodszy za rok” i „Bądź młodsza za rok”, autorzy Chris Crowley i dr med. Henry S. Lodge. Przeczytałem z uwagą i w ogromnej większości podzielam poglądy autorów. Szczególnie spodobała mi się idea zapobiegania chorobom i starczej niesprawności.  Zastrzeżenia mam nieliczne. Temat przewidziany do szerszego zamarkowania na stronach:

- Metody treningu rekreacyjnego
- Sprawdziany sportowe dla zdrowia nie wyczynu

Do ich opracowania zamierzam przystąpić dopiero wtedy, gdy mój powrót do formy z dawnych lat będzie dość wszechstronny i  dobitny, czyli nie wykluczone, że nigdy.

Sprawdzian kajakowy
Mój pierwszy w tym roku rejs kajakowy, traktowany jako sprawdzian swojej formy a zarazem skuteczności posezonowej impregnacji osłony kajaka, to odcinek 32 km na trasie Elbląg – Zalew Wiślany – Elbląg. Kajak pneumatyczny Sevylor KBC 79. Start w Elblągu w dniu 12 kwietnia o godz. 910  przy moście u wylotu Al. Tysiąclecia   (obok kampingu).  Najdalszy odcinek na Zalewie to około 300 m. za drugą latarnią (Andzia) w kierunku Krynicy Morskiej i mały łuk w kierunku Nadbrzeża.  Powrót do miejsca startu o godz. 1905 no i godzina mycia, wycierania  itp.  aby kajak wraz z niewielkim bagażem w ogóle udało się upchać do worka transportowego. Nic specjalnego, gdyby nie to że po zachodzie słońca było już trochę zimno, mokro i ślisko  po niewielkim deszczu.  Nawet się przewróciłem przy pierwszej próbie zarzucenia worka na plecy (około 25 kg po namoknięciu wszystkiego). Nic mi się nie stało, jedynie przez kilka dni odczuwałem lekki ból prawej ręki od nadgarstka aż po bark. Dalej to już fraszka. Jedynie ca dwa kilometry marszu z workiem na plecach. Dlaczego taskałem wszystko na plecach zamiast normalnie zadzwonić po  taxi? Złośliwi twierdzą, że oszczędzam, a tak naprawdę traktuję to jako element treningu wyprawowego. 

Te 32 km w ciągu 10-ciu godzin  to dużo czy mało? 
Różnie można oceniać. Warunki pogodowe miałem dobre, jedynie kajak powolny. W kajaku Sevylor Pointer K2 w identycznych warunkach i przy podobnym wysiłku  miałbym nie 32 km tylko ca 50 km lub nie 10 godzin lecz ca 530. Podobnie w typowym niezbyt szybkim kajaku turystycznym z laminatu. Wiem o czym piszę. W sumie tymi trzema typami kajaków w ciągu  ostatnich pięciu lat przepłynąłem  prawie 8 tys. km w różnych warunkach. Mniej więcej tak  samo szybkie czy, jak kto woli, wolne są kajaki składane typu Neptun (kiedyś też przepłynąłem nimi kilkanaście tysięcy kilometrów). Trudniej mi ocenić możliwości kajaków morskich. Po prostu nie mam własnych doświadczeń. Teoretycznie bez ryzyka większego błędu mogę jedynie napisać, że są one przynajmniej o połowę szybsze.   

Wracając do pytania, dużo to czy mało?

Ograniczę się tylko do stwierdzenia, że na wiosnę tego roku znowu jestem trochę lepszy w kajakarstwie niż byłem na wiosnę w roku ubiegłym a jeszcze lepszy niż dwa lata temu. W przekroju całych sezonów dzieje się podobnie od pięciu lat.  Niestety, w lekkoatletyce wiosną tego roku jest gorzej. Nawet bez sprawdzianów ze stoperem w ręku widzę, że szybciej się męczę przy przyspieszeniach biegu, a z ćwiczeniami na skoczność w ogóle na jakiś czas musiałem dać sobie spokój. Podobnie z próbami sprintu. Mogę jedynie bezpiecznie truchtać, oszczędzając przy tym „Achillesa”.  Przyczyny chyba znam, są przypadkowe choć trochę w tym i mojej winy. Mam nadzieję, że to tylko przejściowy spadek formy i za kilka miesięcy ją odbuduję.  

27 kwiecień 2012 r.
Anonimus

-----------------------------------------------------------

 Dalsze sprawdziany kajakowe

Drugi

Nieudany. Tym samym kajakiem zamierzałem w ciągu czterech dni przepłynąć około 100 km na trasie z Elbląga do Śluzy Gdańska Głowa i z powrotem z jakimś małym bocznym wypadem.  Przepłynąłem  zaledwie około 46 km wciągu dwóch dni. Na pogodę ani kondycję nie narzekam. Jedynie zaczęła mnie trochę pobolewać prawa ręka (ta po upadku) i wolałem nie ryzykować poważniejszej kontuzji.

Naturalnie kajak wraz z bagażem jak zwykle nosiłem na plecach. Przy powrocie było to wszystko razem znacznie cięższe niż na starcie. Nasączenie wodą. Jak zważyłem w domu – 36 kg. No i noszenie powrotne dłuższe – około trzy i pół kilometra. Nie powiem żeby było mi  lekko.  Raczej wprost przeciwnie. 

Trzeci

Trochę z nim zwlekałem. Po prostu do bólu ręki dołączył się ból pleców. Nawet nie wiem, czy od dźwigania ciężarów (mój worek od kajaka Sevylor Pointer K2  nie bardzo się do tego nadaje), czy od twardego lądowania na nogach podczas pewnego zeskoku. Smarowanie się odpowiednimi maściami pomogło ale na kolejny sprawdzian wyruszyłem z pewnymi obawami. 

Poszło dobrze. Przynajmniej jak na początek sezonu.  W ciągu pierwszych  24 godzin przepłynąłem około 85 km, w tym wiosłowałem  19  godzin, trzy godziny przerywany sen w kajaku, dwie godziny inne przerwy i krótkie odpoczynki. Na tym sprawdzian się skończył. Reszta trasy – około 20 km, 30 godzin – to już tylko odsypianie, leniuchowanie i lekki spacerek kajakowy. Nawiasem mówiąc w pierwszej relacji ustnej bezpośrednio po powrocie  powiedziałem, że było to razem ca 110 – 120 km, a podczas pierwszych 24 godzin ca 90 – 100 km, ale się pomyliłem. Po sprawdzeniu wyszło, że jedynie 105 i 85 km.    

Trochę szczegółów

Kajak turystyczny z laminatu z firmy Nurwid w Elblągu.
Start w Elblągu w dniu 1-go maja o godz. dziesiątej. Dalej Kanał Jagielloński – Nogat (kilka kilometrów silny wiatr czołowy) – Szkarpawa –  Śluza Gdańska Głowa (tuż po północy).
Powrót. Gdańska Głowa – Rybina – Wisła Królewiecka – Zalew Wiślany – ujście Nogatu (niezupełnie najkrótszą drogą) – kilka kilometrów Nogatem aż do godz. dziesiątej –  dwie godziny odpoczynku – dalej Nogat – minąłem Kanał Jagielloński i po dalszych kilku kilometrach  w znanym sobie miejscu zatrzymałem się na dziewiętnastogodzinny biwak. Słońce pięknie świeciło, w nocy księżyc i gwiazdy aż nie chciało się wracać.    
Wróciłem wolniusieńko o godz. 16 w dniu 3-go maja. Do końca miałem piękną pogodę. Zaczęło padać dopiero w nocy.

Dn. 5 maja 2012 r.
Anonimus

Czwarty

Elbląg – Zalew Wiślany w kierunku Krynicy Morskiej – za drugą latarnią zwrot w kierunku ujścia Nogatu – dopłynięcie do ujścia Kan. Cieplicówka – zwrot w kierunku Kątów Rybackich i dopłyniecie do ujścia Wisły Królewieckiej – zwrot do Nogatu i dopłynięcie Nogatem do zakosy niemal naprzeciwko wylotu Kanału Jagiellońskiego. Biwak.

Było to w dniu 8 maja br. Kajak jak wyżej z firmy Nurwid. Start z wypożyczalni Nurwid o godz. 840, przy drugiej latarni (15 km) byłem o 1115,  do biwaku dopłynąłem o godz. 1810. Warunki pogodowe były dobre.  Zalew spokojny. Dopiero pod koniec zaczęły się tworzyć niewielkie łagodne fale, a na niektórych niewielkie grzywy. Wiatr na Zalewie z kierunków północnowschodnich skręcający na północny. W sumie ca 46 – 50 km w ciągu  91/2  godz.

W dniu 9 maja to już nie sprawdzian  tylko spacerowo. Najpierw z biwaku na przykosie (trochę piasku i łąki...) popłynąłem jeszcze trzy km w kierunku Jazowa, i powrót do Kanału Jagiellońskiego. Dalej Kanał Jagielloński a następnie  Rzeka Elbląg i za dwoma mostami w budowie („nieco” opóźnia się zakończenie wstrzymując ruch statków...)  i już  tymczasowa (budowa mostów...) pod namiotem na brzegu przystań Nurwida. W drugim dniu przepłynąłem zaledwie 14 km w ciągu około 3 godzin, w tym na Kanale Jagiellońskim trochę mi przeszkadzał dość silny wiatr czołowy. 

Dn. 9 maja 2012 r.
Anonimus

 -------------------------------------------------------------------------------------------------

cud melatoniny     cud melatoniny dalszy ciąg     cudmelatoniny     

miracle of melatonin     anonimus     anonimusbis 

-------------------------------------------------------------------------------------------------